Do biegu - gotowi - start!
...i mamy za sobą pierwszą edycję Kursu Fotografii Sportowej....
Udało nam się wyczarować nie tylko pogodę, ale i sprzymierzeńców.
Dziękujemy Ci, Andrzeju:

Fot.: Renata Zarzyka
Fot: Łukasz Żurawski
Lepiej jechać taką maszyną?

Fot: Renata Zarzyka
Czy też się przyglądać?
Fot: Anna Klepaczko
Dziękujemy też koniarzom ze Stajni Agmaja:

Fot: Artur Jacennik
Fot: Anna Klepaczko
Dziękujemy za ciekawą lekcję z historii sportu:
Fot.: Adam Nurkiewicz
Nasi kursanci szkolili się też na AWF podczas meetingu lekkoatletycznego:
Fot.: Adam Nurkiewicz
Fot.: Adam Nurkiewicz
Fot.: Adam Nurkiewicz
Ćwiczenia zakończyliśmy niecodziennym akcentem - fotografowaniem Biegu Powstania Warszawskiego:
Fot: Przemek Wierzchowski
Fot: Przemek Wierzchowski
Na następną edycję zaprosimy po wakacjach. Tymczasem zapraszamy na stronę Kursu Fotografii Sportowej
Ostatnio do ekologicznego gospodarstwa agroturystycznego Dwór Warblewo k/Polanowa na Pomorzu przyjechała grupa fotografów. Co tam się wyrabiało!
Między innymi można było obserwować liczne próby nawiązania kontaktu fotografów z końmi. Niektóre z nich zakończone były lądowaniem na śniegu. Co ciekawe, nie zawsze lądował tam fotograf...
Najsłynniejszym koniem w Warblewie jest Opryszek vel Opryszard. Niektórzy odważyli się go dosiąść, a nawet się na nim położyć... Jak się okazało, Opryszek jest wygodniejszy od tapczanu, no i jest co najmniej dwuosobowy...

Był też hokej na stawie - nie dla wszystkich starczyło kijów, niektórzy grali honorowo miotłami. Zamiast krążka - odebrano psom niedużą starą kość.... 
W odwecie psy wtargnęły na boisko, usiłując wygryźć naszą drużynę :)

Na zaśnieżonych pastwiskach warblewskich urządzono też drifting ciągnikami marki „Ursus". Przyświecało nam oczywiście hasło „Kobiety na traktory". Jedna kobieta zajechała tam baaaaardzo wysoko :)

Wśród licznych atrakcji, przyszło nam też uganiać się za duchami grasującymi w starym parku podworskim. Duchy niechętnie pozowały do zdjęć i nie chciały nas wcale straszyć, ani nawet robić „uhuhuuu", tylko się zaśmiewały do łez i plątały w swoich upiornych szatach. Miejscowa ludność szczęśliwie duchów nie zauważyła, a nasza grupa została uznana za „jakichś nawiedzonych ekologów, co to każde drzewo fotografują" .
Wycieczka nad morze w celach ściśle reporterskich skończyła się głośnym mlaskaniem nad talerzami pełnymi świeżutkiego smażonego dorsza i łososia.
Ciekawe, że podczas naszego pobytu zepsuła się waga. Najpierw była to waga w Warblewie. Potem zaraza przeszła na wagi w Warszawie i w innych miejscach Polski. Wszystkie wskazywały o kilka kg więcej niż powinny.... No, ale ta szarlotka z budyniem, ech, marzenie!!! Do następnej edycji warsztatów zostały jeszcze niecałe dwa miesiące. Może zdążymy trochę schudnąć ;-) 