Blog » Wyprawa na Kubę
Na ostatni plener wybraliśmy się troszkę dalej. "Troszka" wynosiła około 12 tysięcy km. Troszkę inny był tam również klimat, ustrój, muzyka, jedzenie, a nawet samochody...
Zjeździliśmy pół wyspy, większość odbywała się w rytmie salsy i czaczy...
...i smakowała jak mojito...

Między ucztami, poranną jajecznicą a wieczorną langustą odkrywaliśmy tajemnice tej magicznej wyspy...
Byliśmy w prawdziwej dżungli...

w pewnej twierdzy...
w parku narodowym Topes de Collantes

w pewnym barze...
oczywiście w Havanie...
na plantacji trzciny cukrowej...
w zagłębiu tytoniowym Vinales:
i nad cudnym Morzem Karaibskim...
We wszystkim pomagali nam niezastąpieni przewodnicy: Kyky, Fari i oczywiście Madzia nasza kochana...

Zachowywaliśmy się nieraz niczym japońska wycieczka, fotografując wszędzie i wszystko...

Wobec niektórych trzeba było zastosować delfinoterapię...




Zrelaksowani mogliśmy już wrócić do Havany...
pełnej "modelin"
bezpańskich psiaków:
wielkich fal na Maleconie...
i nieustająco wielkiego Che...
Taijdo i Przemku! Gratuluję zorganizowania tej wyprawy - było "w pytę"!!! Dzięki
Adam Szczeniowski, 27/01/2012 5:35pm